Chciałabym tu publikować moje opowiadanie ale nie jestem pewna czy się wam spodoba więc na początek wrzucę coś jakby prolog.
Z góry przepraszam za wszelkie błędy szczególnie te interpunkcyjne bo z tym mam problem od zawsze. :P
Liczę na wasze szczere opinie :)
Tak więc życzę miłego czytania.
~~~
Siedziała w swoim pokoju czytając podręcznik do transmutacji i rozmyślając jak będzie wyglądał jej kolejny rok w Hogwarcie. Jak to będzie teraz kiedy Czarny Pan odszedł raz na zawsze. Czy uda im się żyć tak jak przed wojną? Czy Hogwart nadal będzie taki sam mimo tego że tak dużo ludzi straciło tam życie? Czy nasi przyjaciele wciąż będą naszymi przyjaciółmi a wrogowie czy oni nadal będą wrogami? Oczywiście większość tych których uważała za wrogów nie życie lub jest zamknięta w Azkabanie lecz nie wszyscy.Gdy tak siedziała i myślała za oknem zaczęło padać co w Anglii nie jest niczym dziwnym lecz właśnie ten deszcz przywołał inne wspomnienia. Jej rodzice, tato który zawsze w takich chwilach robił jej gorącą czekoladę i mama która smażyła naleśniki byleby tylko zapomnieć o tej paskudnej pogodzie. Zasiadali wtedy przed kominkiem w salonie i rozmawiali, śmiali się lub najzwyczajniej w świecie oglądali telewizję jak prawdziwi mugole. Tak bardzo za nimi tęskni. Po wojnie próbowała ich odnaleźć lecz na próżno. Wygląda to tak jakby zapadli się pod ziemie.
W chwili kiedy pierwsza łza spłynęła po jej policzku usłyszała ciche stukanie w szybę tak bardzo charakterystyczne dla sowy. Wstała żeby wpuścić śliczną sówkę i zanim zdążyła dać jej wody i jakiś przysmaków sowa rzuciła na jej łóżko list i odleciała. Hermione bardzo to zaskoczyło więc czym prędzej zamknęła okno i wzięła list do ręki. Oczywiście wystarczyło jej jedno spojrzenie na charakter pisma i już wiedziała od kogo on jest. Ale jak to możliwe? Przecież on nie żyje.